Zawiesiłam się


Dużo tu piszę o naszych dialogach. 
Jednak równie dużo jest momentów, kiedy nic nie mówię, robie dłuższe pauzy, oddycham. Z różnych powodów. 
Ten pierwszy, że po prostu nie wiem, co powiedzieć, co mogłoby być wspierające. 
Ten drugi, że wierzę, że jak jest konflikt/albo jaką inna zagwozdka, to ta druga strona zna najlepszą dla siebie odpowiedz, a ja jestem potrzebna po to, żeby być i nic więcej. Ten trzeci, kiedy nie mam zasobów, sytuacja mnie samą odpala, wtedy tylko oddycham, żeby w środku mnie zapanował spokój, a mózg się zazielenił.

Wczoraj w drodze do szkoły była taka sytuacja. Nie odezwałam, trochę z powodu pierwszego, trochę z trzeciego. A było tak. Jedziemy do tej szkoły, gadam, że zależy mi na czasie i co oni na to, że ja ich wyrzucę pod szkołą, poczekam aż wejdą i odjadę. 
I słyszę od jednego takie wielkie "NIE!" 
Na końcu języka mam już, żale, że ale jak to, że przecież jak on mnie prosi, to ja...
Jakoś magicznie, nie wypowiadam wszystkich tych słów. A on po chwili ciszy mówi: Chcę, żebyśmy weszli razem, dam Ci buziaczka i przytulaska i pojedziesz, ok?
I poczułam taką ulgę i spokój i wdzięczność, że nie zareagowałam nawykowo, że nie plasnęła, co mi ślina na język przyniosła. Że się zawiesiłam.



Kara Szczesna