Uznanie i pomidorki koktajlowe


Wracamy ze szkoły. Chłopaki wyjmują z plecaka to, czego nie zjedli w szkole. Po chwili:
Leon: - Już nie chcę tych racuchów. Są wstrętne!
Ja: - Nie smakują Ci?
Leon: - Tak, są paskudne!
Ja: - Wolisz jak robię inne?
L: - Tak. (Moment ciszy)O nie, Szymon je mój jogurt?
Szymon: - Wcale nie, to mój jogurt!
L: - To mój ulubiony smak!
Ja: - Ty lubisz ten smak? A jaki to jest?
L: - Wiśniowy. To mój jogurt!
Ja: -Słyszę, że Szymon je taki smak jaki Ty lubisz. Chciałabyś, żebym Ci pakowała ten smak do szkoły. 
L: - Tak. Inne też lubię, a ten najbardziej.
Szy: - A ja lubię owoce leśne najbardziej, a potem wszystkie inne smaki.
Czuję, że zaczyna mi się gotować w środku. Zgaduję co tam u nich i jednocześnie zaczynam czuć jak całą mnie ogarnia frustracja. Decyduję zapytać, czy chcą usłyszeć jak to jest dla mnie.
Ja: - A chcecie usłyszeć jak to jest dla mnie?
Cisza.
Ja: - Usłyszałam, że Leonowi nie smakują racuchy i że zapakowałam inny smak jogurtu niż lubi. Kiedy słyszę tylko to, co zrobiłam nie tak, ogarnia mnie frustracja i poirytowanie, bo chcę także uznania i bycia widzianą z moimi staraniami. Czy możecie powiedzieć mi też o tym, co zrobiłam dziś i było dla Was pomocne?
Szy: - zapakowałaś pomidorki koktajlowe.
Leon: - i jesteś cieplutka.

Kara Szczesna