pierogi

Lepimy z Szy pierogi ruskie i gadamy o przekleństwach. To taki temat, co wychodzi u nas co jakiś czas od wakacji. Rozważamy co jest przekleństwem, a co nie, kiedy ich ludzie używają, po co. Myślę na głos o tym kiedy ja ich używam, kiedy Szy zdziwiony pyta: - Ty przeklinasz? (Zobaczyłam w jego oczach takie uznanie jakbym książkę co najmniej napisała.)
- Tak, odpowiadam, ale nie często. No pomyśl jakby to brzmiało, gdybym do taty rano powiedziała: "Andrzej, podaj mi k---a mleko." 
Parsknęliśmy śmiechem. Szy podjął temat i mówi: "Albo, tato, podaj to p--------e mleko." Znów parsknęliśmy śmiechem.

Potem gadaliśmy o przekleństwach w językach obcych. 
Nauczyłam go jednego, jedynego jakie znam po hiszpańsku.

Pierogi wyszły takie sobie. Ale to wspomnienie nas gadających o wulgaryzmach nad stolnicą zostanie w moim sercu.

PS. Doszłam do tego w czasie naszej rozmowy, że przeklinam kiedy czuję złość i niemoc, bezsilność. A czasem, kiedy coś jest dla mnie ważne i nie wiem jak to zaznaczyć. Przeklinam głównie wtedy, gdy czuję się swobodnie z rozmówcą, czuję akceptację i bezpieczeństwo. A czasem jakoś tak, po prostu, bo mogę, chcę, bo wydaje mi się, że to doda mi autentyczności.



Kara Szczesna