Żeby mama tego nie zobaczyła


Wychodząc z kuchni, kątem oka zobaczyłam strach w oczach sześcioletniego chłopca, który szukając miejsca do ukrycia mówił cicho pod nosem "żeby mama tego nie zobaczyła."
Następnie, moim oczom ukazała się fioletowa plama jagodowego jogurtu pokrywająca jasne obicie krzesła stojącego obok. 
Ogromnie zdziwiła mnie reakcja Leona pełna strachu i smutku. 
Już byłam bliska pójścia drogą strachu i smutku, że coś w moim byciu rodzicem kuleje, że tak staram się obdarzać ich łagodnością i zaufaniem a tu spotykam strach przed samą sobą, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie na to teraz czas. Że teraz jest czas na bycie z tym strachem i smutkiem, które będą pojawiały się w życiu moich dzieci, czy tego chcę, czy nie. Ta sytuacja, po raz kolejny, pokazała mi, że moralizowanie, "wychowywanie", karanie, nie są potrzebne, bo dzieci są kompetentne. Moją rolą jako rodzica jest pomoc w regulowaniu emocji, które pojawiły się w związku z daną sytuacją.
Co było dalej? Była rozmowa.
- Widzę rozlany jogurt. I że się wystraszyłeś i wolałbyś, żebym tego nie widziała.
- (płacz)
- Wiesz mi też zdarza się coś rozlać. Możmy to spłukać. Chcesz iść ze mną?
- Przez łzy - nie.
- Mogibyśmy zobaczyć, jak ta plama spływa.
- OK.
W łazience Leon odzyskał spokój, a potem dobry humor. Nie na długo, bo za chwilę dostał od brata gumką w oko. Ale to już inna historia.

Kara Szczesna