bombowiec i spokojna przystań


Wczoraj Szy powitał mnie w szkole wielkim uśmiechem i papierowym samolotem. Powiedział, żebym złapała i pociągnęła i zobaczyła, że jest...Jak on to mówił, to ja złapałam, pociągnęłam i ... samolot przerwał się na dwie części, jedna została w mojej lewej, druga w prawej ręce. 
Szy dokończył: 
- niezniszczalny... o nie! nie jest niezniszczalny. I jeśli wydaje Ci się, że tu kończy się historia, to powiem Ci, że nie, chociaż i mi tak się w tamtej chwili wydawało.
Zapakowaliśmy się do domu, minął dzień, minęła noc, zapakowaliśmy się do szkoły. Co jakiś czas było o tym, że rozwaliłam ten samolot, na co ja odpowiadałam, że no tak, że złapałam go w taki sposób, że był w dwóch częściach. Zgadywałam uczucia: - pewnie jest Ci smutno? Czy to jest tak, że się złościsz? Szy potakiwał i płynnie przechodził do robienia innych rzeczy.
Dziś dojechaliśmy do szkoły, a on że nie zostaje, że chce wracać do domu. 
Czuję, że we mnie zaczyna wrzeć, jakby ktoś w moim środku gotował wodę. Robi mi się gorąco, myśli panicznie krążą po głowie. Przechodzę od buntu: - nie ma opcji, zostajesz, co wymyśłasz, przecież już tu dojechaliśmy, do kontaktu ze sobą. Zauważam, że zaczynam odbijać piłeczkę, a nie jestem w kontakcie z nim. Biorę kilka głębszych (oddechów:), siadam na ławce, żeby być bardziej na jego wysokości i po prostu na niego patrzę. Włączam ciekawość i łagodność. W odpowiedzi słyszę:
- Bo on był ważny jeszcze dla kogoś i boję się jak on zareaguje.
- Acha, ten samolot był ważny jeszcze dla kogoś innego i nie wiesz co bedzie jak mu powiesz, że się zniszczył?
- Ty go zepsułaś! 
(Na końcu języka mam, że no pewnie, że chodzi mu tylko o to, żeby znaleźć winnego. Niemal widzę moje ciało migdałowate jak szykuje się do ataku. Puszczam te myśli i wybieram zostać przy Szy)
- Ten samolot był ważny dla Ciebie i kogoś innego?
- Tak i ja się boję jak on zareaguje.
- Chciałabym, żebyś czuł się bezpieczny.
- Mamo, ja przyjdę jutro do szkoły, a dziś chcę jechać do domu. Pójdę do samochodu.
- (Matka we mnie przyodziewa zbroję i tarczę do ochrony swojego dziecka, szukam kadry, chcę z kimś pogadać, siadam, moje dziecko nie czuje się tu bezpieczne, krzątam się, w środku mnie wyje syrena na alarm. Oddycham, idę jeszcze raz do Szy)
- Słyszę, że masz problem i wydaje mi się, że jak pojedziemy do domu to będzie takie schowanie się do szafy, a ja chcę żebyś umiał rozwiązywać trudne sytuacje.
- To ja na dziś, umiem tak. Jeszcze nie wiem, jak to rozwiązać inaczej. Pomyślę w domu.
W drodze do domu gadamy o tym, że dziś pracuję w domu i taka opcja jest możliwa, że może być obok. Gadamy też o tym, że może być czas, kiedy ja będę miała zajęcia na mieście i nie będę mogła wziąć go ze sobą.
A na dziś jestem bezpieczną przystanią.

Kara Szczesna